Jacek Bukowski
Mijamy się
Jacek Bukowski, 30 stycznia 2025 Aniu, wczoraj otrzymałem Twój tomik. (…) Właściwie w tych tekstach powiedziałaś wszystko o Krzysiu, ale skoro prosisz…
Dzisiaj pozory wirtualnej wspólnoty skutecznie wypierają bezpośredni kontakt międzyludzki. Krzysztof należał jeszcze do ludzi, z którymi się mówiło o wszystkim, lecz wcale nie najczęściej o typografii, choć w tej materii był mistrzem. Kiedy realizował projekt, potrafił delektować się fakturą arkusza papieru, układem graficznym, krojem czcionki, zapachem farby. Podczas gdy współczesna elektronika oferowała miast – często żmudnej – drogi samo rozwiązanie finalne, Krzysztof znajdował satysfakcję w dochodzeniu do końcowego efektu, w obcowaniu z materiałem, z którego rodziły się projekty książki, eleganckiego druku ulotnego, plakatu. Podobnie malarza szybki efekt komputerowego druku pozbawia doświadczenia rozkładania farb na płótnie.
Myślę, że już niedługo tradycyjne malarstwo, jak i tradycyjne drukarstwo całkowicie ustąpią pola nowym mediom. Zostaną tylko wspomnienia zapachu farb. Cóż, mijamy się z rzeczywistością. Można bezrefleksyjnie korzystać z wszelkich nowości technicznych, ale można też pozostać w swoim świecie z pełną świadomością przemijania. Zawsze tak było, a więc czas odchodzić. Oczywiście, nikt nie będzie walczył o powrót dyliżansów i tęsknił za miarowym stukotem kół, choć minione atrakcje miło powspominać. Zostaje jedynie dzieło. Ars longa, vita brevis. (Hippocrates)
Jacek Bukowski – przyjaciel, malarz, teoretyk sztuki, pedagog
***
Komentarz AMJ
Prosiłam Jacka o tekst wspomnieniowy o Jerominku, a kiedy go dostałam, poczułam się zobowiązana do krótkiego ad vocem
Jerominek miał dwa zawody. Pierwszy, wyuczony w szkole poligraficznej, to zawód zecera. Zecer, jak podaje AI, „to dawny rzemieślnik drukarski, którego zadaniem było ręczne lub maszynowe składanie tekstów i innych elementów (jak tabele) z pojedynczych czcionek do druku. Zawód ten był prestiżowy i wymagał dużej precyzji, a jego rolę w dzisiejszych czasach przejęli specjaliści od druku cyfrowego, tacy jak graficy DTP. (…) Wymagał doskonałego skupienia, biegłości w odczytywaniu tekstu w odbiciu lustrzanym i do góry nogami, a także znajomości zasad języka i estetycznego układu. (…) Zawód ten był niebezpieczny z powodu kontaktu z ołowiem używanym do odlewania czcionek.”
zecer kto to [Google - dostęp 24.11.2025]
Zecer to rzeczywiście zawód „wymarły”, pojedynczy jego reprezentanci pracują jeszcze w różnego rodzaju muzeach lub drukarskich skansenach. Zecer przy pracy używał wierszownika, wybierał z kaszty ołowiane czcionki, przygotowywał metalowy skład, obwiązywał go sznurkiem, zabezpieczając przed rozsypaniem, a potem wykonywał na specjalnej prasie pierwszą odbitkę, aby przeprowadzić tzw. korektę domową. Przy tych procesach wdychał farbę drukarską i cząsteczki ołowiu – chorobą zawodową zecerów była ołowica.
>W Doświadczalnej Oficynie Graficznej zecer zwykle asystował przy druku niewielkiej na ogół liczby egzemplarzy wydawnictw bibliofilskich lub specjalnego użytku (np. menu przyjęć dyplomatycznych), dobierając wraz z projektantem papier lub karton. Wtedy to, jak pisze Jacek, mógł delektować się fakturą lub gładzią ekskluzywnych, jak na owe czasy, papierów.
Nieprzydatność zawodu zecera stała się oczywista przy powszechnej dostępności komputerów i zdecydowała o jego wymarciu. Jerominek odczuł to bardzo boleśnie, bo on ten zawód kochał.
Drugim zawodem, który uprawiał, nie kończąc instytucjonalnych uczelni, a podstawowe w tym zakresie umiejętności wynosząc jedynie ze szkoły poligraficznej – był zawód typografa. W tym zawodzie bazował na własnych talentach, rozwijanych pod okiem, a częściej we współpracy, z Mistrzami lub co najmniej dobrymi artystami.
I znów wg AI:
„Typograf to specjalista od wizualnego układu i projektowania tekstu, który dba o jego czytelność, estetykę i odbiór przez odbiorcę. (…) Współczesny typograf (projektant tekstu) układa tekst tak, aby był nie tylko zrozumiały, ale też estetycznie przyjemny dla oka. Zajmuje się doborem krojów pisma, wielkości, odstępów między literami i wierszami, marginesów i kolorów. (…)” Stara się „zapewnić dobrą czytelność, przyciągnąć uwagę odbiorcy i wpłynąć na jego emocje” (sic!)
typograf kto to [Google - dostęp 24.11.2025]
Typograf kiedyś potrzebował zecera lub linotypisty, aby „zwizualizować” swój projekt. Dziś siada przed ekranem komputera, aby szybciej, sprawniej, „czyściej” i z możliwością natychmiastowych przeróbek osiągnąć ten sam efekt. Bo czcionka, wierszownik albo skład komputerowy to w tym zawodzie tylko narzędzia i nie ma się co obrażać, że są coraz lepsze. Natomiast na naukę posługiwania się nimi nadal trzeba poświęcić czas, intelekt, energię – w przeciwnym razie najnowocześniejsze technologie staną się tylko brzytwą w ręku małpy.
I tu, być może, jest pies pogrczebany
(AMJ, listopad 2025)